wtorek, 14 kwietnia 2015

Wyspiarskie aventuras

Od czego by tu zacząć... Najlepiej od Teneryfki! To tutaj zaczęła się mi aventura z kulturą, językiem, zwyczajami hiszpańskimi. Moja natura należy do słońca, plaż, pięknych wschodów i zachodów słońca na horyzoncie. Kiedyś powiedziałabym, że jest to niewiarygodnie wyluzowana, wręcz "hipisowska" wyspa idealna dla osób o naturze imprezowicza. Dziś, będąc w zgodzie z moim wewnętrznym "ja",  mogę wyrazić to miejsce krótkim "pięknem samym w sobie". Zawsze, gdy tam wracam (choć lepsze będzie użycie "wracałam", dawno moja skromna osoba tam nie przebywała), już na wstępie zachwyca mnie... zwyczajne lotnisko. Małe, skromne, ale tam! Wychodząc uderza cię gorące powietrze i dalszy zachwyt nad... palmami! Jak ja kocham te piękne, choć suche drzewa! Dalej już tylko podróż samochodem i podziw nad jakże równymi drogami z pięknymi białymi pasami i cudownymi widokami na lewo i prawo. Jeżeli już takie szczegóły robią wrażenie to dalsza przygoda zapiera dech. Fajnie wspominać czasy, gdy będąc w podstawówce żadna koleżanka nie wiedziała gdzie jest ta cała "Terefyfa", a Pani od przyrody kazała pokazać wyspy na mapie "upewniając się" gdzie leżą... Dziś Kanary są znane niemal na całym świecie, wujek google może nam pokazać wszystko co tam się znajduje. Ja natomiast przedstawię Wam moją krainę czarnego piasku, tam, gdzie naprawdę można odciąć się od reszty świata.

Tak, jak wspominałam przecudowny, bo czarny.
 
Chmury nie przeszkadzają w plażowaniu.
 
Budownictwo.
 
 

Pięknie, choć niebezpiecznie.
 
Smocze drzewo (dracena smocza).

Na potwierdzenie tezy dot. dróg :)

 Atrakcji również nie brakuje, Loro Parque, Siam Parque.


 
W drodze na wulkan Teide (3718m): choć dla mnie z początku straszne, da się je polubić - jaszczurki. Wbrew pozorom to nie "kanarki" są symbolem Teneryfy... :)


Oni też mają swoją Maczugę Herkulesa.
 
Jednym słowem - moje krajobrazy!
 
 
iQué maravilloso!
Al fin... la puesta del sol
 

Diploma.

Ya tengo! Kolejny małe osiągnięcie w moim español. Daje to oczywiście satysfakcję, jak i motywację do dalszego practicar'owania i hablar'owania. Oby tak dalej... Następny językowy rodział w moim życiu?! Mam nadzieję, że będzie to już C1! Ah, te ambicje :)